09 czerwca 2017

W końcu na szczyt

Ten moment kiedy rozgruchałaś sobie kciuka i masz do napisania pracę dyplomową ale jedziesz na majówkę! A! Jeszcze przeprowadzka.

Paluszek i główka.... tym razem zrobiło się poważnie, palec czarny, spuchnięty, nie ruszam, mrowienie, sińce. 5 dni przed wyjazdem miałam przekłuwanego paznokcia, aby doszedł do siebie. (bez tego chyba nadal bym nie mogła nim ruszać)

Nie spontanicznie, bo rok temu wiedzieliśmy o powtórce. Ta sama ekipa, To samo miasto, nocleg tylko inny i szlaki nowe. Poziom wody za duży, trochę wspinaczki, trochę turbowania, masa adrenaliny. No i upadek do rzeki też był - a raczej zsunięcie się ziemi pod stopami.

Satysfakcja i bóle mięśni murowane. Zamiast iść 2,5h szyliśmy równe 5. A to był dzień na rozgrzewkę :D

Nie ma tego złego, bo przynajmniej drugi szlak chociaż był na ładny widoczek. Czego na ekstremalnych szlakach się nie osiąga. Jedynie co satysfakcję przeżycia : ]

Jedyne czego brakuje, to zdjęcia jak zatopiliśmy się w błocie w szczerym polu i akurat szła grupka Polaków, którzy pomogli nam się wykaraskać  :D 
















 to ja kiedy udaje mi się wejść gdzieś i się nie zabić :D 


  

  
 "w buszu nie zginiesz" 



 tak, to jest szlak 



 cała majówka za nami, a na schodach skręcona kostka ;p 
  
ostatni grilex :)

Brak komentarzy: