07 listopada 2016

Teneryfa dla leniuchów

Ahhhhhhhh podróż promem o 6 rano..... Niewyspani, zmęczeni, nie umyci.......... Mniam!
Próbowaliście robić kiedyś siku jak buja ?

Dobijamy do Santa Cruz. Ciepło! Słońce! Hura! O, punkt informacyjny zamknięty. JEDYNY.
Dobra trzeba się jakoś ruszyć.... Przecież musimy dotrzeć do innego miasta. Autobusy? no nie ma, a w kawiarni mówią że kilka kilometrów do dworca.... Po drodze udaje nam się znaleźć małą budkę informacyjną, gdzie fakt czekaliśmy godzinę aby starsza Pani która płynnie rozmawiała w kilku językach - serio, w kilku, jakby co najmniej urodziła się wszędzie - miała dla nas chwilę.

Apartamentos Bambi, w porównaniu do noclegu w Gran Canarii to był słaby wybór.
Tam - ekspres do kawy, czajnik, myjka, płyn do mycia naczyń, pralka(!), żele do mycia. A ja głupia myślałam ze jak trafimy do hotelu to przecież sanitaria też będą. No.... nie było nic, a balkon miał piękny widok na papę i mur. 

Puerto de la Cruz.... Śliczne miasto, chociaż na wybrzeżu bardzo turystyczne, nie ciągnęło nas do miejsc takich jak znane baseny, za to do małych kawiarenek, warzywniaczków, placów i ślicznych kościołów.  Zwiedziliśmy to miasto wzdłuż i w szczerz. Śmiało mogę powiedzieć gdzie chodzić na najlepsze mojito! Gdzie najtaniej i jakie potrawy wybrać. Chociaż Kanary pod względem finansowym nas nieźle wykończyły, to na Teneryfie nie znaleźliśmy dobrej kawiarni :( A ja nie piłam porządnej kawy przez ponad tydzień.

Teneryfa dla leniuchów bo dla odmiany, chodziliśmy tylko gdzie nas mogły zanieść stopy.
Udało nam się znaleźć zachwycającą czarną plażę, której fale były tak intensywne, że zdejmowały to co na nas pozostało, a wychodząc ciało było pokryte piaskiem. Chyba do tej pory coś mi w uszach zostało... Playa Jardin, ale ta druga, ta mniejsza :)

 Lago Martianez
 marynowane małże


 widok na Playa Martianez

 Jardin Botanico



 tym razem marynowane ośmiorniczki







 paella
 podobno bakłażan, ale i tak było pycha
 automat na środku placu, w sumie to uważam że przydatne, jak tam nic wieczorami nie jest otwarte a o aptece zapomnij
 świeży anansek na plaży za gigatyczne pieniądze!
oh mojito :3

W naszych planach było dotarcie do Loro Parque. Byłam tam z rodzicami jak miałam jakieś 4 latka. Pierwsze co sobie przypomniałam, to jak się zgubiłam na pierwszym moście bo wlepiałam wzrok w pomarańczowe rybki - oczywiście ludzi było tak samo dużo jak teraz i nie sposób dziewczynce która wzrostu miała mniej niż metr dopatrzeć się rodziców ;) Chociaż bilety kosztowały gigantyczną sumę, to uważamy że warto było. Oprócz pokazów, można było się dowiedzieć kilku ciekawostek na temat zwierząt. To że orki ślicznie piszczą, albo że foki wcale nie mają takiego ładnego głosu jak "ou ou". Najciekawszym miejscem chyba jednak był obszar dla wolno latających ptaków, gdzie spokojnie można było między nimi wędrować.
A tak między nami - polecam zabrać ze sobą prowiant!










W Puerto de La Cruz to co zwróciło moją uwagę najbardziej to Street Art! Murale były wszędzie, od ścian budynków, przejściach dla pieszych czy studzienek.
Co mi przeszkadzało? Nie bardzo mieliśmy gdzie jeść... Hiszpańska kuchnia została wypróbowana na tyle, że nie zostało nam już nic. Za to pizza była wszędzie. Nawet sobie nie wyobrażacie jak zatęskniliśmy za kabanosami!
















Ostatniego dnia, przed powrotem do Las Palmas, na szybko i w ostatniej chwili zdecydowaliśmy się przepłynąć katamaranem. Na całe nasze szczęście 5godzinna podróż była wykupiona a my spokojnie wylegiwaliśmy się 3h na siatce nad oceanem.
Największa checa była jak busik który miał nas odwieźć do naszego miasta powiedział że zostajemy na 3h w Las Cristianos . NIKT nas o tym wcześniej nie poinformował. Dla śmieszniejszego efektu, nie chciałam zabierać ze sobą żadnych pieniędzy bo mówię "zabiorą nas, odwiozą i po sprawie", na szczęście mój chłopak powiedział żebym wzięła chociaż 20euro...










Potem już "tylko" podróż do Las Palmas, z Las Palmas na lotnisko i koczowanie kilku godzin aby wsiąść na samolot o 6.
ostatnia - i w końcu dobra kawa leche y leche czyli specjał Kanarów: kawa z mlekiem i z mlekiem skondensowanym. sam cukier!



Tak wyglądają ludzie po 26h podróży powrotnej a to jeszcze nie koniec, bo dopiero Kraków.... ;p

a dla smaczku wrzucam jeszcze miniaturowe jedzonko :D

 porcjowane płatki
 Ahoj Cookies
 tak, to jest oliwa z Oliwek :D
i mikro Chivasik