28 czerwca 2017

Ktoś tu jeszcze bywa?

Ostatnio na "spotkaniu po latach" zostałam zapytana o bloga, śmiejąc się doszłyśmy do wzniosku "dorosłam, mam pracę, ludzie nie mam czasu".

Trochę w tym prawdy jak i nie. 
Dorosłam to słowo trochę niewłaściwe, przynjamniej nie dla mnie. Nie do końca wiem chyba co ono oznacza, bo praca i mieszkanie samemu jakoś nie bardzo o tym świadczy, a na pewno nie w tym momencie.
Praca, no i tu się zaczynają historie. 8h spędzam w budynku. Zapomniałam już co oznacza mieć dzień wolny z przydzielenia, ani jak smakuje słońce w tygodniu. Pamiętam je za to za czasów studiów.

Pomyśleć by można, że w takim razie mam weekendy, a w dwa dni można wiele zrobić... Zachciało mi się studiów podyplomowych, które ukończyłam z mniejszym lub większym sukcesem, a na pewno z myślą że z promotorem nigdy więcej nie chce się spotkać ;) 

Tak więc oto jestem. Człowiek pełnoletni (uważam, że to bardziej trafne słowo niż dorosły), pracujący, trenujący o zgrozo na siłowni. 

Moją największą miłością jest zdobyta kawa ze starego Merca na Piotrkowskiej oraz kurtka Levisa z lumpeksu (wieki temu podobną mi ukradziono)

Co wyjadę, to piszę, nie wyjdę, nie piszę.
Ale pisać mogę, o codziennych kawach i Twitterach :) 

Gdzie spędzam wolny czas? Na ulicy. na ulicy piję kawę, sok, jem śniadanie, czytam książki. Wszystko to co mogę robię w drodze, aby po powrocie do domu po prostu walnąć się na swoje wielkie łoże.








09 czerwca 2017

W końcu na szczyt

Ten moment kiedy rozgruchałaś sobie kciuka i masz do napisania pracę dyplomową ale jedziesz na majówkę! A! Jeszcze przeprowadzka.

Paluszek i główka.... tym razem zrobiło się poważnie, palec czarny, spuchnięty, nie ruszam, mrowienie, sińce. 5 dni przed wyjazdem miałam przekłuwanego paznokcia, aby doszedł do siebie. (bez tego chyba nadal bym nie mogła nim ruszać)

Nie spontanicznie, bo rok temu wiedzieliśmy o powtórce. Ta sama ekipa, To samo miasto, nocleg tylko inny i szlaki nowe. Poziom wody za duży, trochę wspinaczki, trochę turbowania, masa adrenaliny. No i upadek do rzeki też był - a raczej zsunięcie się ziemi pod stopami.

Satysfakcja i bóle mięśni murowane. Zamiast iść 2,5h szyliśmy równe 5. A to był dzień na rozgrzewkę :D

Nie ma tego złego, bo przynajmniej drugi szlak chociaż był na ładny widoczek. Czego na ekstremalnych szlakach się nie osiąga. Jedynie co satysfakcję przeżycia : ]

Jedyne czego brakuje, to zdjęcia jak zatopiliśmy się w błocie w szczerym polu i akurat szła grupka Polaków, którzy pomogli nam się wykaraskać  :D 
















 to ja kiedy udaje mi się wejść gdzieś i się nie zabić :D 


  

  
 "w buszu nie zginiesz" 



 tak, to jest szlak 



 cała majówka za nami, a na schodach skręcona kostka ;p 
  
ostatni grilex :)

25 lutego 2017

Na niebie gwiazdy a pod stopami chrupiący śnieg - dom dla duszy

2017! W końcu udało mi się pojechać w góry.
Większy suprajs jest w tym, że z rodzicami, z którymi w górach nie byłam od ok 12 lat ;)
a oni wdzięcznie mi kibicowali na każdych zawodach, nie widząc nawet jak jeżdzę.

Wierchomlę znacie, nawet z tego bloga.
Wszystkie wspomnienia wróciły, wszyscy poznani, te cudowne chwile nigdy nie umknęły a jedynie lekko się zamazały.

Drugi rok z rzędu przegapiłam Test Drive i obiecuję sobie, że jeśli za rok będzie(Kaspa trzymam kciuki!), to nie mam zamiaru tego odpuścić. Wiem że moi adechadeowcy wejdą tutaj i to przeczytają. Na prawdę ziomeczki tęsknie za Wami jak nigdy wcześniej! 2 lata to zdecydowanie za długo.

Rodzinny wypad miał to do siebie że prawdopodobnie był ostatnim w naszą 4.
Siostra ma już pierścionek na palcu, ustala się tylko datę ;)

Zdolności taty do zawierania przyjaźni szybko dały się we znać, pierwszego dnia po kolacji już piliśmy nalewkę z właścicielem. Z całym sercem wiem  co mogę Wam polecić, bo każdy kieliszek był inny.
Najsmaczniejszy był bimber, który smakował jak whisky a jednocześnie był delikatniejszy i zdecydowanie bardziej rozgrzewający. Pyszotki! chociaż nie wiem, czy na publicznym blogu powinnam pisać że smakuje mi alkohol.... Chociaż akurat ten smakowyk ma to do siebie, że w Polsce jest dostępny tylko w jednym mieście i - podobno - robi to jakiś anonimowy człowiek ;)

Cały dzień jazdy na deskę, wypas! Cudo, po prostu jedziesz i się szczerzysz.
Tak jakbym zło na świecie nie istniało, a jedynie zimne powietrze uderzające o twarz.
Ból nóg nawet nie był w stanie spowodować, że coś może poprzuć te chwile.
Większa szkoda była że rozładowała mi się kamerka......










 
 siski :D
home :(